o autorce

POPRAWIONE.jpg

Cześć!

Jesteś tu pewnie po to, by mnie lepiej poznać. To może być trochę trudne, bo (szczerze) sama się jeszcze nie poznałam.

Mam na imię Justyna, chociaż w swoim życiu byłam już Kozą, Justysią, Justynką, Juti, Jutką, Blondyną i Maliną. Rocznik ’91. Oficjalnie panna, panna lew.

Z wykształcenia jestem polonistką, co często upycha mnie do szufladki z napisem „nudziara”. I w sumie to dobrze, bo lubię się nudzić, ale nie umiem. Regularnie, co wiosnę, jestem na diecie i chociaż staram się zdrowo odżywiać, zawsze po zimie znajdę u siebie nadprogramowe +5. Gdy zapytasz mnie o używki, bez zastanowienia odpowiem „cukier”, mimo, że z nim walczę.

W ciągu 24 lat życia przeprowadzałam się kilkadziesiąt razy – ciągle szukam swojego miejsca i nie wiem jeszcze, gdzie ostatecznie będę „u siebie”. Na razie jestem we Wrocławiu, gdzie organizuję sobie przestrzeń.

Wcześnie wstaję, ale kreatywnie myślę dopiero po 12. Dzień zaczynam od kawy, po 20 staram się nie jeść. Gotuję – bardziej dla innych, niż dla siebie. W kuchni lubię porządek, choć nigdy nie potrafię zapanować nad bałaganem. Cenię sobie minimalizm, ale szafki upycham niepotrzebnymi bibelotami, w myśl wyuczonej przez babcię zasady, że „to się jeszcze może przydać”.

W ciągu dnia nie zobaczysz mnie z butlą wody, bo picie jej jest moją zmorą – chociaż się zmuszam. Za to owoce i przyprawy kupuję nałogowo, bo miksowania koktajli nauczyłam się zanim stało się to modne.

Wiem, jak ciężko jest schudnąć, zapuścić paznokcie, zacząć ćwiczyć, zaimponować najbliższym, poczuć się dobrze samemu ze sobą. Przerobiłam to wszystko niejednokrotnie. Wielokrotnie szukam motywacji do działania, bo łatwo się zniechęcam – straszna ze mnie perfekcjonistka, ale daleko mi do ideału. Jestem emocjonalną bombą. Szybko wybucham i szybko mi przechodzi.

A poza tym? Poza tym jestem zwykłą dziewczyną, która założyła tego bloga. Drogi Czytelniku, cieszę się, że tu wpadłeś – ucieszę się, gdy zostaniesz.

Dziękuję,

Justyna