Pierwsze urodziny bloga + konkurs

Rok temu, właśnie 5 marca, wcisnęłam na tym blogu przycisk opublikuj. I chociaż nie twierdzę, że to całkowicie odmieniło moje życie, że nastała jasność, a ja odnalazłam sens istnienia, to nie żałuję tej decyzji. Blog rozwija się ze mną, ja rozwijam się dzięki niemu i tak sobie współistniejemy, bo pomimo początkowej niechęci, przyzwyczaiłam się, że codziennie tu zaglądam. Otwieram zakładkę, przeglądam stare wpisy, szukam inspiracji, analizuję statystyki i śledzę „konkurencję”. Tak minął rok i aż szkoda go nie podsumować.

Skąd pomysł na założenie bloga?

Jedni z Was są tutaj od początku, więc znają też i tę historię. Mówiłam ją głośno, cierpiętniczym głosem i z wyraźną dezaprobatą całego przedsięwzięcia, bo nigdy nie wpadłabym na pomysł, żeby chwalić się w sieci tym, co napiszę.

Blog nie powstał z mojej inicjatywy – był projektem specjalnościowym, ale z racji faktu, że stale tu zaglądacie, postawiłam go kontynuować i poświęcić mu znacznie więcej czasu. Przedmiot zaliczyłam na 5-tkę, postawioną nie za ilość zebranych lajków na profilach społecznościowych, a za sposób prowadzenia swojego miejsca w sieci. To był dobry zapalnik do tego, by wyciągnąć nos z książek, bliżej przyjrzeć się innym działalnościom internetowym, stale się doszkalać i przede wszystkim – zdobywać inne doświadczenia.

Rozszerzenie tematyki, czyli cel na kolejne miesiące

Jestem absolwentką polonistyki, studentką czegoś z pogranicza marketingu i szeroko pojętego „zarabiania hajsu”, emerytowaną tancerką, fanką kina i dobrej książki. Nigdy nie lubiłam gotować, a założyłam bloga właśnie o gotowaniu i co więcej, odnalazłam się w tym! Cała dotychczasowa formuła bloga, to dla mnie jednak trochę za mało. Im dalej w las, tym więcej drzew, więc obserwując tematycznie inne blogi, zapragnęłam się rozwijać.

Chciałabym pisać o czymś więcej, dzielić się opiniami, kształcić się i móc się tym pochwalić – wyżyć literacko, podzielić swoimi pasjami, pomysłami, smutkami i zmianami. To moje cele, to mój czas i to jest mój blog – jeśli chcesz znaleźć tu coś więcej, Drogi Czytelniku, daj mi tylko znak, a z uśmiechem zabiorę się za takie właśnie zmiany! Kilka z nich mam już w swojej głowie od dawna, kilka przybędzie z nadchodzącym latem, reszty nie planuję, bo trzeba być w życiu trochę spontanicznym!

Nowe zdjęcia

Jeszcze nie pisnęłam na ten temat słówka, ale i w tej kwestii małymi krokami nadchodzą wielkie zmiany. A przynajmniej w moich oczach – chociaż niedługo zobaczycie je i Wy. Z pomocą Marysi z bloga Glam & Curvy, robię w swoich zdjęciach porządki. Pierwszą kulinarną sesję mam za sobą i osobiście jestem zachwycona tą pracą „od kuchni”. Dosłownie i w przenośni. Ciężki to był orzech do zgryzienia – znalezienie lokum, kilkugodzinne gotowanie, fotografowanie – mam jednak nadzieję, że efekt będzie powalający i że docenicie moje i Marysi starania.

Instagram

Miałam nie zakładać, bo po co dokładać sobie dodatkowych obowiązków? Nigdzie jednak w tak szybki i spontaniczny sposób, nie można pochwalić się tym, co właśnie się ugotowało. Mój Instagram jest na poły mój, na poły mojego bloga. Wszystkiego tam jest po trochu – kuchni, ruchu, zapowiedzi, prywaty. To przyjemna w obsłudze, kolorowa aplikacja, której założenia nigdy nie pożałuję. Jeśli jeszcze Was tam u mnie nie było – to serdecznie zapraszam (KLIK).

snapchat-zmiksuj-to

 

PS. Od kilkunastu dni walczę także ze Snapchatem – jeśli chcecie mnie obserwować tam, częściej bez makijażu, niż z nim, w takim bardziej domowym wydaniu, to zapraszam także na niego. Nie wiem jeszcze, czy to miejsce dla mnie, czy nie jestem już na to trochę za stara, ale warto próbować nowych rzeczy, więc spróbowałam!

 

Inspiracje

Uczę się od najlepszych, chociaż przyznam, że bardzo wolno mi to idzie. Cenię sobie blogi przejrzyste, poukładane, świadomie realizowane. Tego wielu autorkom i autorom trochę zazdroszczę, ale i do tego też dążę.

Jestem chorą perfekcjonistką – musicie mi wierzyć na słowo, że wobec siebie jestem najgorszym krytykiem. Cały czas coś poprawiam, a gdy po opublikowaniu tekstu, znajduję we wpisie literówkę, to dostaję białej gorączki. Walczę z tym, bo jestem tylko człowiekiem, który też może popełniać błędy – nawet po polonistyce ;).

Osiągnięcia

To taki punkt do pochwalenia się i do przypomnienia miłych chwil – wspominam ciepło pierwszy komentarz, pierwsze „kciuki w górę” na Facebooku, pierwszych Obserwatorów. Uśmiecham się na każde udostępnienie i nawiązanie z Wami kontaktu. To takie naprawdę miłe momenty blogowania.

W ciągu roku wraz z Elwirą z bloga Zabiegana Mama, udało mi się także zrealizować pierwsze Wrocławskie Spotkanie Blogerek (relacja tutaj). Jestem z tego tak okropnie dumna, że nie mogę się doczekać pracy nad kolejnymi tego typu współpracami – jeśli już coś będzie na rzeczy, to na pewno się pochwalę.

KONKURS

urodzinyZ racji, że mam co świętować, przygotowałam dla Was konkurs!

Do wygrania kosz kosmetyków Cien od Lidl Polska, a wśród nich krem do twarzy, szampon i odżywka z prowitaminą, kremowy żel pod prysznic, krem do rąk i mleczko do ciała. Całość warta jest ok. 90 zł, więc jest o co walczyć :)

Co trzeba zrobić, żeby go wygrać?

  1. Polub mnie na Facebooku, czyli zostaw mi lajka tutaj.
  2. Opcjonalnie – zaobserwuj mnie także na Instagramie, a w tym celu zajrzyj tu.
  3. Złóż mi urodzinowe życzenia – takie szczere, od serca. Napisz je w komentarzu pod tym postem lub na Facebooku pod umieszczonym tam linkiem do tego wpisu.

Konkurs trwa od dzisiaj do 15 marca, do godz. 23:59. Dokładny regulamin możecie zobaczyć tutaj.DSC_0623 (Large)

zdj. Mademoiselle Magdalene, która napisała o kosmetykach świetną recenzję.

Podsumować rok pisania nie było łatwo. Tyle się przecież może zdarzyć w ciągu 12 miesięcy. Na koniec chciałabym bardzo podziękować Wam za to, że tu zaglądacie, że czytacie i że czasem zostawicie jakieś miłe słowo. W zasadzie, za te niemiłe też wielkie dzięki, bo one zawsze czegoś uczą. I za motywację chcę Wam podziękować, bo bez niej nie da się pisać.

Dzięki!

Justyna

Reklamy

Słodka wizyta w Słodkim Adresie

Zachęcona pozytywnymi opiniami, pięknymi zdjęciami i zapewnieniami, że w Słodkim Adresie wszystko skrupulatnie przygotowywane jest na miejscu, postanowiłam tam zajrzeć. Wypad planowałam prawie miesiąc, bo dojazd na Psie Pole to dla mnie prawie godzina podróży. W końcu jednak znalazł się czas, sposobność i dobry towarzysz.

Z racji, że Wrocławskie Spotkanie Blogerek właścicielka kawiarni postanowiła wesprzeć zaproszeniami na „kawę i ciacho”, miałam ich w swoim notesie aż 3. I wstyd się przyznać, że wszystkie (razem z zaproszoną przeze mnie Marysią) wykorzystałyśmy wczoraj, zamieniając trzecią kawę, na czwarty rodzaj ciasta! Biodra nam za to nie podziękują, ale spróbowanie tak szerokiego „asortymentu” dało mi podstawy do stwierdzenia, że w Słodkim Adresie naprawdę jest pysznie!

Ale od początku. Na Psie Pole dojechałyśmy po godzinie 15.00. I całe szczęście, bo wstrzymałybyśmy kolejkę na dobre 10 minut – tylko przez to, że każde ciasto „wołało” wybierz mnie. Drugie tyle zajęło nam sfotografowanie tego, co w końcu zamówiłyśmy. A padło na:

ciacha

  1. Tort bezowy z kremem orzechowo-daktylowym,
  2. Tartę cytrynową,
  3. Sernik z solonym karmelem,
  4. Tort z bananami.

Wszystko dopełniłyśmy bardzo aromatycznymi kawami smakowymi.Tu jednak popełniłam błąd, bo przy takiej kombinacji cukru z cukrem, szybko miałam go dość. Następnym razem będę mądrzejsza i zdecyduję się na jakąś supermocną kawę, z gorzkim posmakiem lub, po prostu, zieloną herbatę. Jeśli jednak wybierzecie się tam tylko po kofeinowy napój (chociaż to stanowczo za mało), to latte macchiato z dodatkiem syropu amaretto będzie dobrym wyborem.

Słodki_Adres-zmiksujto.jpg

Gdy już usiadłam, spróbowałam po kawałku każdego wypieku, mogłam spokojnie skupić się na przyjemnym wystroju miejsca. Słodki Adres jest bardzo kameralny – w zimie pomieści pewnie nie więcej niż 20 osób, co jest niewątpliwą zaletą miejsca. Po jednej stronie znajduje się duże lustro, które optycznie je powiększa, po drugiej wspaniała fototapeta, która kojarzy mi się z końcowymi scenami filmu Czekolada, tuż po przemianie mieszkańców miasteczka. Przez chwile można zapomnieć, że to dopiero koniec lutego i że to cały czas Wrocław!

Również obsługa zasługuje na pochwałę – bardzo miła i pomocna, doskonale zorientowana w tym, co może nam zaproponować, nienachalna – a to zachowanie, z którym łatwo przesadzić w jedną lub drugą stronę.

Jedynym minusem jest lokalizacja. Chociaż to w sumie zależy, jak na to spojrzę. Gdyby Słodki Adres położony był bliżej, na pewno wypracowany koktajlami luz w spodniach, znacznie by się skurczył. Co więcej, byłabym tam wtedy stałym gościem i totalnie rozleniwiłabym się w kwestii pieczenia w domu.

Kilka godzin z Marysią w Słodkim Adresie upłynęły nam na kwestiach typowo blogowych. Niedługo minie rok, jak tu piszę, więc cały czas myślę nad zmianami. Marysia pomogła mi to wszystko ugryźć z innej strony, a obgadane z nią pomysły na pewno zaprocentują w przyszłości. Oby!

Moje serce skradł tort bezowy z kremem orzechowo-daktylowym (który na pewno kiedyś postaram się odtworzyć w domu), piękny wystrój i kameralność miejsca. Jeśli więc zbrzydły Wam kawiarnie wrocławskiego Rynku, macie ochotę na coś naprawdę słodkiego, chcecie zaskoczyć mamę, przyjaciółkę, chłopaka – to Słodki Adres wart jest nawet najdłużej podróży. Potwierdzają to także opiniujące to miejsce osoby na Facebooku, gdzie znalazłam tylko jedną trójkową ocenę, z którą w ogóle się nie zgadzam. Sprawdźcie sami i dajcie znać, czy i Wy będziecie ich częstymi gośćmi! :)

Słodki Adres,

Bolesława Krzywoustego 315,

Wrocław, Psie Pole

 

Wrocławskie Spotkanie Blogerek – relacja okiem organizatorskim

Nic a nic nie daje Ci takiej radości i satysfakcji, jak poprowadzenie czegoś „swojego” od początku i doprowadzenie tej rzeczy do końca. Czegoś, co na dodatek nie podoba się tylko Tobie, ale i osobom w to „coś” zaangażowanym. Mogę więc śmiało napisać, że Wrocławskie Spotkanie Blogerek, o którym pisałam wcześniej (sprawdź zapowiedź), doszło do skutku i co więcej – udało się!

22 stycznia 2016 roku o godzinie 9.10 zapukałam do drzwi wrocławskiej restauracji BLT z workiem… chrupek SOLO. W zasadzie o tych chrupkach mogłabym napisać osobny post, bo z racji mojego nieposiadania prawa jazdy, przemierzyłam z nimi pół Wrocławia, wysłuchując przy tym zapytań „a te chrupeczki to do jakiegoś kiosku Pani wiezie, to właściciel nie powinien dostarczać Wam tego sam? Tacy to oni dzisiaj są, wyzysk – proszę pani – wyzysk”.  I tłumacz tu teraz dziewczyno, czym do cholery jest spotkanie blogerskie…

No ale dobra, bo tu się o relacje z wydarzenia rozchodzi. Zaraz po mnie do lokalu zawitały Prelegentki i spokojnym krokiem schodziły się Uczestniczki. Razem z Elwirą chciałyśmy być trochę takie Zosie-Samosie, ale gdyby nie pomoc dziewczyn przy przenoszeniu, układaniu i segregowaniu tego, co przyniosłyśmy, pewnie spotkanie zaczęłoby się znacznie później.

przygotowania - zmiksujto.jpg

Wszystko jednak wystartowało zgodnie z planem – zasiadłyśmy przy długim stole, uraczone przez lokal kawą i herbatą, a po oficjalnych powitaniu przyszedł czas na prelekcje.

Na początek kilka informacji o sobie, swojej działalności, byciu „matką, żoną i kochanką idealną ;)” udzieliła nam Agnieszka Nowakowska – osobisty coach i przede wszystkim bardzo pewna siebie kobieta. Tego właśnie można byłoby się od niej nauczyć – stawiania na siebie i realizowania własnych potrzeb, z myślą, że kiedy Ty będziesz szczęśliwa, Twoi bliscy będą szczęśliwi razem z Tobą. Zdrowego egoizmu trzeba się nauczyć, więc w wolnej chwili umówię się z Agnieszką na kawę i jak gąbka, będę chłonąć kolejne porady.

prelegentka Agnieszka Nowakowska - zmiksujto

Kolejnym Prelegentem był obecny i aktywny od samego początku fotograf spotkania – Rafał Ryziński. Zaczęło się bardzo krótką informacją o sobie, bo Rafał postawił na pytania. To pokazało, jak rozległą ma wiedzę w zakresie fotografii komercyjnej! Potrafił odpowiedzieć na każde z zadanych mu pytań, niejednokrotnie wchodził w polemikę z Uczestniczkami, które podobnie jak ja, czerpią fotograficzną wiedzę z internetu. Na czas jego wystąpienia aparat przejęła jedna z nich – Marysia z bloga glam&curvy, dlatego niech nie zdziwi Was, że Rafał ma także własne zdjęcia ze spotkania.

IMG_6892.jpg

Najdłuższą, ale też pewnie najciekawszą dla wielu była prezentacja Sandry Smolarczyk, która (od początku do ostatniego muśnięcia pędzlem) wykonała makijaż do sesji fotograficznej na Izie z bloga po drugiej stronie brzucha. Widok pełnej walizki kosmetyków, wielokolorowe paletki cieni do powiek, różne tonacje podkładów uderzyły w moją kobiecą stronę na tyle, że przez moment zapragnęłam mieć je wszystkie… Prawda jest jednak taka, że maluję się rzadko, a już taki makijaż z konturowaniem i rozświetlaniem warto zostawić specjalistom – jeśli tylko kiedyś przyjdzie mi się z takim zmierzyć, będę pamiętać o profesjonalizmie Sandry.

prelegentka Sandra Smolarczyk - zmiksujto.jpg

Ostatnią prelegentką (teraz widzę jak kobiety zdominowały spotkanie!) była Ula Kaptur, przedstawicielka like08 – firmy, która stworzyła nam piękne logo na kubki i koszulki ze spotkania. Ula, z którą miałam przyjemność porozmawiać przed rozpoczęciem całego szaleństwa opowiedziała nam o ofercie firmy i promowaniu własnej marki w social media. Przed spotkaniem przyznała mi się także, że z zawodu jest psychodietetykiem, a na swoim blogu – CoFitUla przekonuje, że zmiana nawyków żywieniowych zaczyna się od zmiany myślenia.

CoFitUla - Urszula Kaptur - zmiksujto.jpg

Najprzyjemniejsza była jednak końcówka. BLT Wrocław, z przemiłym właścicielem restauracji, który doglądał wszystkiego osobiście, ugościło nas po królewsku. Kolorowe przystawki, pizza na cienkim cieście, apetyczne dania na gorąco i przemiła obsługa zapadną mi w pamięci na długo. Jeśli tylko będziecie w okolicy Placu Solnego, polecam serdecznie.

Gdy już brzuchy zostały napełnione, mogłyśmy skupić się na miłym, kończącym spotkanie akcencie. Od samego początku zależało nam bardziej na części prelekcyjnej spotkania, niż na wypakowaniu toreb różnorakimi prezentami. Wszystkim, którzy jednak chcieli wspomóc nasze wydarzenie – serdecznie DZIĘKUJĘ!

plakat sponsorski - zmiksujto

Sponsorzy i ich upominki: zaproszenie do kawiarni i cukierni Słodki Adres, gdzie właścicielka kusi wspaniałymi wypiekami, kosmetyki naturalne dla kobiet i dzieci od Ekodrogerii Eco&More, oleje tłoczone na zimno (w mojej paczce akurat lniany) od firmy SemCo, puder od Pixie Cosmetics, próbki naturalnych kremów od Resibo, kalendarze i wspomniane wyżej, ale już zjedzone chrupki Solo (moje zdecydowanie najukochańsze orzechowe), koszulka od Nanaf Organic, kubki od Poki, torby ekologiczne i znaczniki do walizek od Mrówka Travel i wspaniałe kosze z kosmetykami Cien od Lidla, o które będziecie mogli zawalczyć w blogowym konkursie. Po spotkaniu w ręce dziewczyn wpadną także książki dosłane przez wydawnictwo Zwierciadło i firma Lalanka.

 

Uczestniczki i Prelegentki spotkania uwiecznił na wspólnej fotografii Rafał:

zdjęcie grupowe - zmiksujto.jpg Organizatorki (bez wcześniejszych ustaleń) przybrały się w biel:

Uczestniczki – kolejno od lewej (góra): Marysia – glam&curvy, Grażynka – Pyzuszkowo, Magda – Magdalena Achtelik, Tina – tinaha, Magda – Mademoiselle Magdalene, Magda – Z widelcem po Wrocławiu, Ula – CoFitUla, (dół): Iza – Po drugiej stronie brzucha, Sandra, Agnieszka, Karolina – Zielone Smażone Pomidory. Spotkanie musiała wcześniej opuścić Magda, dlatego nie załapała się na zdjęcie – Deliszys.

Bardzo się cieszę, że pierwsze docierające do moich uszu opinie, były tak pozytywne. Zarówno mi, jak i Elwirze zależało, by zorganizowane przez nas spotkanie było perfekcyjnie przygotowane. Wiele się nauczyłyśmy i chociaż pewnie nie brakowało w tej organizacji błędów, to obie jesteśmy zadowolone. I kto wie, może podejmiemy się kolejnej edycji? Jeśli chcecie śledzić także inne relacje z wydarzenia to zapraszam na jego fanpage – TUTAJ.

 

Wrocławskie Spotkania Blogerek

Od dziecka brałam na siebie więcej obowiązków niż powinnam – szkolne i miejskie grupy taneczne, samorządy, organizacje wycieczek, konkursy naukowe i artystyczne i wiele, wiele innych rzeczy, których nigdy nie będę żałować. I tak zostało mi do dzisiaj. Założyłam bloga, a to pociągnęło za sobą sznurek nowych możliwości. Gdy tylko napisała do mnie Elwira z bloga zabieganamama.com, z propozycją współpracy przy organizacji spotkania blogowego, bez wahania się zgodziłam i już wspólnymi siłami zabrałyśmy się do pracy.

Zaczęło się spokojnie, bo od znalezienia dziewczyn, które zupełnie tak jak my, wolny czas spędzają na pisaniu, linkowaniu i prowadzeniu blogowego życia. Brzmi górnolotnie, ale pisanie bloga to ciężki orzech do zgryzienia, szczególnie, gdy ciągle jest tyle do zrobienia. Miło mi zatem poinformować, że już jedna rzecz na pewno mi się w tym roku uda – 22 stycznia 2o16 roku w restauracji BLT & Flatbreads przy ul. Ruskiej 58/59 odbędzie się nasze Wrocławskie Spotkanie Blogerek.

Od dzisiaj, już oficjalnie, znajdziecie nas na facebooku – zapraszam. Tu możecie śledzić nasze organizatorskie poczynania i zgłaszać się zarówno w roli Uczestniczek, jak i Prelegentów czy Sponsorów tego lub innych potencjalnych spotkań. Jeszcze dużo pracy przed nami, ale plany są obiecujące.

Harmonogram wygląda następująco:

  1. wykład fotografa Rafała Ryzińskiego, który na co dzień współpracuje z wieloma znanymi markami i który opowie nam o swojej pracy, o lepszym robieniu zdjęć na bloga, a także zadba, by każda z Uczestniczek dostała profesjonalną fotorelację ze spotkania.
  2. wykład Agnieszki Nowakowskiej, która zajmie się tematem bliskim naszej branży, opowie o kobietach i biznesie, o tym jak powinnyśmy dbać o swój rozwój i realizację własnych celów.
  3. prezentacja Sandry Smolarczyk – MakeUp Artist, która w swoim wykładzie pokaże sposoby na makijaż, dzięki któremu dobrze będziemy wyglądać na zdjęciach.

Po wystąpieniach wszystkich Prelegentów przyjdzie czas na blogowe plotki, wymianę doświadczeń, rozdanie upominków i napełnienie brzuszków, o które zadba goszcząca nas restauracja BLT. Jak wyjdzie, na pewno przekażę Wam w relacji z wydarzenia. Trzymajcie kciuki, żeby było o czym pisać.

Do zobaczenia!

12400482_1060786857276958_1415921023138140623_n