Wolnowar i slow cooking w akcji – recenzja

Wszyscy pewnie słyszeliśmy o szybkowarze, tego jestem pewna. Urządzenie to sprawia, że w mgnieniu oka, pod specjalnie stworzoną do niego pokrywą, potrawa zawrze. Jakież było moje zdziwienie, gdy na październikowym spotkaniu blogerek (o którym przeczytacie tutaj) usłyszałam właśnie nazwę wolnowar. Przyznam szczerze, że w pierwszym momencie zgłupiałam i byłam pewna, że mój z natury dobry słuch, tym razem mnie zawiódł. Otóż nie! Wolnowary istnieją i obecnie szturmem próbują zdobyć polski rynek kulinarny. Klasnęłam i pisnęłam z radości, gdy na moją skrzynkę wpadła propozycja od lidera na rynku wolnowarów – firmy Crock-Pot, z ofertą przetestowania urządzenia. Po takim czasie, przychodzi mi się zmierzyć z recenzją otrzymanego sprzętu, do której przeczytania serdecznie zapraszam.

Oprócz wprowadzenia nowego produktu na rynek, Crock-Pot skupia się także na szerzeniu idei znanej jako slow cooking (same zresztą wolnowary bardzo często określa się mianem slow cookerów). Gdy pierwszy raz o niej usłyszałam, na myśl przyszło mi gotowanie rosołu – wrzucasz mięcho do zimnej wody, zaczynasz gotowanie, oczyszczasz, uzupełniasz włoszczyzną, doprawiasz i czekasz, aż będzie gotowe i przede wszystkim, aromatyczne. Proste, prawda? Zupełnie jak obsługa wolnowaru : ).

Ale zacznę od tego, jak to moje urządzenie wygląda. Mój wolnowar jest elegancki – czarny ze srebrnym wykończeniem, który świetnie sprawdziwolnowar-crock-pot-47l się jako interesujący dodatek do nowoczesnej kuchni, bo nie można przejść obok niego obojętnie. W jego skład wchodzą: podstawa z odłączanym kablem, pokrywa i kamionkowa misa do gotowania o pojemności 4,7l – co daje pewność, że przygotowany w niej posiłek sprawdzi się dla 4 lub 5 osób. Na stronie producenta widnieje jeszcze kilka modeli – manualnych lub cyfrowych – do wyboru, do koloru. Sprawdźcie tutaj.

Najciekawszym elementem zestawu jest właśnie ta kamionkowa misa, do której wrzuca się produkty. Jest solidnie wykonana i ciężka, przez co długo trzyma ciepło potrawy. Ta zresztą nie przywiera do dna, przez co mycie nie jest uciążliwe. Akurat tę część i pokrywę można umyć zarówno ręcznie, jak i w zmywarce (resztę wystarczy delikatnie przetrzeć wilgotną szmatką). Misa jest także wielofunkcyjna – oprócz gotowania na podstawie, można jej używać jak naczynie żaroodporne i wykorzystać do pieczenia w piekarniku.

Niestety nie znam się na technicznych parametrach urządzeń, ale na stronie producenta znajduje się prosta i czytelna w odbiorze specyfikacja:

specyfikacja.jpg

Obsługa wolnowaru jest także zadziwiająco prosta. Jestem osobą, która mimo usilnych starań mojej mamy, przez całe życie źle zakłada nawet noże w maszynce do mielenia, a mimo to, już za pierwszym razem poradziłam sobie z obsługą urządzenia. Do sterowania „maszyną” mamy raptem 3 przyciski – jeden główny, włączający wolnowar i dwa, które pozwalają nam zdecydować, jak długo i na jakim poziomie (szybszy, wolniejszy) chcemy przyrządzić danie.

Ale przyrządzić to chyba wygórowane słowo, bo mając do czynienia z wolnowarem po prostu wybierasz to, na co masz ochotę, obierasz i kroisz potrzebne składniki, wrzucasz do gara i czekasz, aż będzie gotowe. Bo on wszystko robi za Ciebie. W zasadzie mieszasz tylko po to, by równomiernie rozłożyć przyprawy, a pokrywę podnosisz tylko wtedy, gdy zapach nie daje przejść obok gara obojętnie. Tylko tyle. Bez potrzeby pilnowania, stania nad garem, oglądania z każdej strony, czy nic się nie przypala. 

Darek_Kuźniak_Ambasador_marki_Crock-Pot-428x600

Pierwsze kroki z wolnowarem najlepiej stawiać z dołączoną do zestawu „książką kucharską”, gdzie znaleźć można przepisy na wywary, zupy, dania główne i desery. Wszystkie skomponowane przez Darka Kuźniaka – ambasadora marki Crock-Pot – znanego mi przede wszystkim z pierwszej edycji popularnego już Top Chefa i bycia sous-chefem Wojciecha Modesta Amaro w jego Piekielnej Kuchni.

Wolnowar gotuje w temperaturze od 70 do 90 stopni, nigdy nie przekraczając setki, przez co przypalenie czy wykipienie potrawy wydaje się niemożliwe. I rzeczywiście, przez taki czas użytkowania, nigdy mi się to nie zdarzyło. Gotowanie w takiej temperaturze sprawia, że potrawy zachowują swoje składniki odżywcze, przy jednoczesnym zwiększeniu swojego smaku i aromatu. Nastawicie je także na noc, jeśli w ciągu dnia zapomnicie o przygotowaniu potrawy na kolejny dzień – nie wszyscy bowiem w dzisiejszych czasach mamy czas, by przygotować posiłek bezpośrednio przed jego podaniem, a wszystkim nam zależy, by był on zdrowy, pożywny i przede wszystkim smaczny.

Cena wolnowaru waha się od 250 zł (najtańszy manualny) do 650 zł (najdroższy cyfrowy). Wszystkie natomiast są tak samo pożyteczne w kuchni, będą świetnych prezentem dla siebie, ale także dla zabieganych młodych mam i tatusiów, kulinarnych gadżeciarzy i wszystkich tych, którzy z jedzenia starają się wydobyć to, co najlepsze dla organizmu. Dlatego i ja go polecam i obiecuję, że do książeczkowych przepisów od Darka Kuźniaka dodam swoje trzy grosze na blogu.

Reklamy

2 thoughts on “Wolnowar i slow cooking w akcji – recenzja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s